Kilka powodów, dla których kelner nas „nienawidzi”

Dziś będzie trochę pół żartem, pół serio.  Na weekendzie byłam z mężem w jednej z łódzkich restauracji (obchodziliśmy rocznicę ślubu). Czujnym okiem przyglądałam się pracy kelnera. Podobno zawód ten uchodzi za jeden z najstarszych na świecie. Ja osobiście szczerze współczuję ludziom, który zmuszeni są obsługiwać innych, chyba że robią to z pasją. W końcu bycie kelnerem także da się lubić. Dziś kilka przykładów świadczących o tym, że to kelnera może nas nie lubić.

Przyjęło się mawiać „klient nasz pan”. Do tej zasady – chcąc nie chcąc – musi dostosować się personel restauracji. Wiadomo że są ludzie  i ludziska. Niektórzy goście potrafią skutecznie uprzykrzyć życie niejednego kelnerowi. Wchodząc do restauracji, zapominają o dobrych manierach i trzymają się jeden zasady „płacisz i wymagasz”. Ale czy pieniądze ponad wszystko? Co z naszą polską uprzejmością, gościnnością i grzecznością? Mimo że obsługa spełnia prawie wszystkie żądania gości, grubość portfela nie świadczy o człowieku. Wiele gości hotelowych potrafi grymasić podczas wyboru potraw z menu i zażądać dań z poza karty. Ale czy przystoi takie zachowanie?

Jednym z grzeszków, jakie popełniają Polacy w wielu restauracjach jest zaczepianie kelnera, który podąża do innego stolika lub więcej – obsługuje stolik obok. Inna sytuacja, jaką dostrzegałam w restauracji ostatnio, to zaczepianie kelnera w momencie, kiedy sprząta po gościach stolik, tj, zbiera sztućce, szklanki i kieliszki. Idąc do kuchni ma pełną tacę naczyń i pewnym momencie gość zaczepia kelnera. Chociaż jest mu bardzo ciężko, musi odebrać od takiej osoby zamówienie i zapamiętać wszystkie potrawy, bez możliwości ich zapisania.

Wszystkich kelnerów denerwują osoby, które przychodzą do restauracji tuż przed jej zamknięciem. Personel hotelowy jest już jedną nogą w domu, marzy o ciepłym łóżku i odpoczynku po kilkunastogodzinnym dniu pracy, a tu nagle pojawia się gość. Ani go wyprosić, ani powiedzieć, że za chwilę zamykają… Zaczyna się wyczekiwanie, no kiedy sobie w końcu pójdzie? Są też osoby, które przychodzą do renomowanych restauracji, żeby tylko posiedzieć… To dość śmieszne, ale zdarzają się tacy goście zamawiający tylko herbatę i rozsiadający się wygodnie na krześle przez  minimum godzinę. Czasami dopiero po zamknięciu lokalu decydują się na wyjście.

Kelnerzy szczerze nie cierpią osób, które nie zostawiają napiwków, szczególnie gdy wcześniej zamawiali wykwintne dania i zostali obsłużeni na wysokim poziomie. Czasami kilka złotych napiwków może być dodatkiem do biletu do pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *